O Prószyńskim i innych niegrzecznych wydawnictwach

Jak zniechęcić do siebie czytelnika i stracić jego zaufanie - kilka słów o niedokończonych opowieściach i straconych nadziejach.


Dobrych powieści jest dużo, a tych słabszych jeszcze więcej. Ale co zrobić, kiedy wydawca rozpoczyna serię, która nam się po pierwszym tomie niezwykle (lub mniej zwykle) spodoba, a ciągu dalszego nie widać i nie widać. Niechlubnym mistrzem w tej dziedzinie jest dla mnie wspomniany już Prószyński.
Piąta Alexia
Zacznę od cyklu bez zakończenia - Protektorat Parasola Gail Carriger. Seria opowiada o przygodach Alexii Tarabotti, dość oryginalnej starej panny, a w tle jest pełno wampirów, wilkołaków, egipskich klątw i londyńskiej arystokracji z lekko steampunkowym klimatem. Całość składa się z pięciu tomów: Soulless, Changless, Blameless, Heartless oraz Timeless. A w Polsce mamy: Bezduszna, Bezzmienna, Bezgrzeszna, Bezwzględna i... właśnie, na tym koniec. Piąta powieść ukazała się w Stanach Zjednoczonych w roku 2012, a nasz Prószyński nic. Nie zapowiada i pewnie już nie zapowie, a Protektorat Parasola miał (i chyba nadal ma) wielu fanów.  Jest to smutny stan rzeczy, szczególnie, że na rynku jest coraz mniej takich lekkich i zabawnych historyjek, które znikają na rzecz ciężkiej literatury lub tanich romansów erotycznych.
Kolejnym cyklem na mojej liście jest trylogia Chemicznych światów (org. Chemical Gardens) Lauren DeStefano, z którego ukazała się zaledwie pierwsza część, pod dziwnie brzmiącym tytułem Atrofia (org. Whiter). Dalej powinny pojawić się jeszcze Fever i Saver. Niestety nigdy nie dowiem się, co dalej stało się z Rhine, Jenną i Cecily - przynajmniej nie z lektury polskiego wydania. To był dość ciekawy koncept, i widać że autorka dobrze go sobie przemyślała. Prawdopodobnie powieść się nie sprzedawała, skoro projekt wydania wylądował w koszu.
Okładkowe porównanie wydań
I teraz powieść wydana w cyklu Fantastyka - prawdopodobnie najlepsze książki na świecie (właściwie to co się stało z tym cyklem? Małżeństwo magazynu i wydawcy się rozpadło?), pierwszy tom Psiej ziemi o wdzięcznym tytule Dzieci demonów i jeszcze wdzięczniejszej okładce. Zanim zacznę, to zapytam: jak to się stało, że tytuł Never Knew Another stał się Dziećmi demonów? Tak wiem, nijak da się to z sensem przetłumaczyć. Wracając do tematu, powieść J. M. McDermotta ma kontynuację o jeszcze ciekawszym tytule When We Were Executioners (data wydania oryginalnego to 28 luty 2012 roku). I tutaj jestem prawie pewna, że 2 tom opowieści o Wędrowcach Erin i Bezimiennych Elishty, nie ukazał się bo wydawca spartolił sprawę przy tomie pierwszym. Tytuł plus tragiczna mangowa okładka to katastrofa. Nie liczę, że się kiedykolwiek doczekam kontynuacji, a o pierwszym tomie wypowiadałam się raczej pozytywnie (o tutaj), pozostaje mi zaopatrzyć się w anglojęzyczne wydanie obydwu tomów, żeby popatrzeć na ładniejsze i mroczniejsze okładki - bo jak spojrzymy na te oryginalne, to wszystko pięknie łączy się w klimatyczną całość.
2 tom Psiej Ziemi
Nie stójmy w miejscu, ruszajmy dalej z naszą wycieczką po niedokończonych opowieściach. Kolejna pozycja to Wrzawa śmiertelnych (org. Mortal Coils) Eryka Nylunda, która zapowiadana była jako pierwsza część cyklu o rodzeństwie Postów. I po chwilowych poszukiwaniach znalazł się tom drugi: All That Lives Must Die (końcówka listopada 2011). Ta powieść sprawiła mi autentyczną przyjemność podczas czytania. I nawet nie chce mi się pytać "co dalej?".
Zastanawiam się zatem, czy tak ciężko dokończyć jakąkolwiek serię Prószyńskiemu? Większość wymienionych tytułów wyszła w podobnym czasie, może to dla nich za dużo i za szybko - złe rozłożenie sił, do tego podatek VAT i inne historie. Ale jak pogrzebać więcej i głębiej w czasie, to okazuje się, że to nie pierwszy raz kiedy czytelnicy zostali wystawieni przez tego konkretnego wydawce.
Dawno, dawno temu Prószyński rozpoczął wydawanie prozy Robin Hobb - dotrwał do 5 powieści. Całe szczęście znalazło się inne zainteresowane wydawnictwo - MAG - które po dwóch latach oczekiwania wypościło na rynek pozostałe książki (jak i te już istniejące). Czy to oznacza, ze na wymienione przeze mnie wyżej pozycje też przyjdzie nam czekać kilka lat aż prawa nabędzie ktoś inny?

Wicked Years w przekroju
Na koniec jeszcze bonusowa seria, tym razem od Wydawnictwa Initium (bo sobie ktoś pomyśli, że czepiam się tylko jednego wydawcy). Chodzi mi o obszerną powieść Gregory'ego Maguire'a Wicked. Życie i czasy złej czarownicy z zachodu, która jest pierwszą częścią serii Wicked Years. Pamiętam, że tekst był bardzo popularny i doceniany (w końcu jest nawet na jego podstawie musical), więc dziwi mnie fakt braku dalszych części. A może sam polski wydawca o tym nie wie? Byłoby to jakieś wyjaśnienie.
O treści się nie mogę wypowiedzieć - jeszcze nie czytałam (książka leży na stosie i czeka, wiernie czeka), zatem nie powiem czy brak dalszych tomów to dobra czy zła rzecz. Initium nie jest wydawcą, który bałby się wielotomowych serii, ma swoją Anne Bishop i ciągnie ją od samego początku istnienia. 

Zadziwiające są ścieżki wydawnictw, i ich ucinanie cykli. Czasami zadziwia też jakość tych cykli, ale o tym pisał już ktoś inny. Bo czym zasłużył sobie czytelnik na takie traktowanie, skoro napełnia kieszeń wydawcy?

Podobne pytania stawiała sobie ostatnio Oceansoul w swoim wpisie z cyklu TOP 5, który gorąco polecam jako uzupełnienie moich narzekań.

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam "Wicked", ale już nie mam nadziei, że ktoś wyda pozostałe tomy. No, chyba że hollywood zrobi filmową wersję musicalu (też w sumie byłoby fajnie)... To może, może. A jak nie, to pewnie przeczytam po angielsku.

    Napoczęte serie pewnie można by tak jeszcze długo wymieniać. Najbardziej zastanawia mnie z tego zestawienia, co poszło nie tak z Gail Carriger, zagranicą to chyba strasznie popularne książki - a u nas sprzedawały się aż tak słabo, że nie opłacało się wydać piątego tomu? Najwyraźniej, ale to aż dziwne. Sama nie jestem fanką, czytałam tylko tom pierwszy (po angielsku), ale jak na paranormal to naprawdę niezłe czytadło, znacznie lepsze od Zmierzchu i wszystkich jego klonów. Tak więc, dziwuję się.

    A co do Prószyńskiego, to oni jakoś rok temu (czy już ponad rok? ach, ta skleroza) zapowiedzieli rezygnację z fantastyki poza Kingiem, Pratchettem i Cardem. Więc niestety nie liczyłabym już na jakąkolwiek kontynuację. Tajemnica serii Nowa Fantastyka jest zaś bardzo prosta - kiepska sprzedaż. Czasopismo dalej działa i ma się dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaje się, o rezygnacji nie wiedziałam (tak to jest jak się znika na emigracji...) - no ale jak popatrzę na kilka złych decyzji wydawcy, to jestem w stanie zrozumieć taki krok.
      I masz rację, ten Protektorat G. Carriger jest najdziwniejszy - zostawić serię bez zamknięcia. Nawet jak już decyzja zapadła, to chyba mogli się nagiąć i chociaż tyle zrobić. Kolejny przykład, że czytelnicy to dla wydawcy zło konieczne...
      A co do sprzedaży - skoro większość zainteresowanych dostaje kopie recenzenckie (takie odnoszę wrażenie), to potem i nie ma kto kupować. I jeszcze połowa recenzentów pewnie źle odbierze pozycje - mam wrażenie, że tak się stało chociażby z Dziećmi Demonów. To nie jest powieść dla nastolatek, które niezawodnie sięgną po nią z myślą o kolejnym paranormalu - Prószyński spartolił, no zwyczajnie nie zrobił tego jak należy. Dla mnie to była świetnie skonstruowana powieść, gdzie sposób narracji idealnie współgrał ze światem przedstawionym.

      Usuń
    2. Tak, za czasów serii NF też odnosiłam wrażenie, że każdy te książki dostawał - nawet ci recenzenci/portale, którzy prawie nie mieli czytelników albo pisali strasznie słabo. Recenzje były wszędzie. Dostawałam też ja, dostawali znajomi blogerzy - nawet nie było ich komu polecać, bo wszyscy już je mieli. :D A w przypadku serii dość niszowej - raczej niemającej szans na stanie się Bestsellerem Empiku - pewnie faktycznie zostawało niewiele osób, które chciały je przeczytać i ich nie dostawały. Serii mimo wszystko mi szkoda - w końcu był w niej rewelacyjny Simmons, byli też dobrzy Yu czy Magary. Ale równocześnie były w niej też wpadki, jak Beaulieu. Może to był kolejny mankament, na tyle nierówny poziom, że nie dało się jej kupować w ciemno. Plus to, że zamiast skupić się na stand-alone'ach, zaczynali dużo cykli, których nie kończyli. Z tego powodu nie czytałam choćby "Dzieci Demonów", bo już wtedy zapowiadało, się że seria zaraz upadnie, a to byłaby kolejna nadgryziona seria.

      Usuń
    3. Nie dość, że nadgryziona, to chyba nawet nie skończona, bo miała być trylogia, a są tylko 2 tomy w ogóle ;) I mimo to, ciągle myślę nad kupnem angielskiej wersji :D Obawiam się tylko, ze mogę nie sprostać językowo - nadal jestem na etapie pottera i tzw. middle grade books

      Usuń
  2. Ja rozumiem. Kiepska sprzedaż, nie opłaca się tego wydawać i tak dalej... Ale ucinanie cyklu przed ostatnią częścią? OSTATNIĄ? To już naprawdę cios poniżej pasa.
    Wydawnictwa powinny się zastanowić już po pierwszej części, czy jest sens kontynuować.
    Przerywanie w połowie, albo właśnie pod koniec cyklu, i to jeszcze takie regularne, naprawdę psuje im wizerunek. Że już o psuciu krwi czytelnikom nie wspomnę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jako fanka Glena Cooka ubolewam nad pozostałym częściami przygód detektywa Garretta

    OdpowiedzUsuń