Sherlock - podsumowanie 3 sezonu

O bolączkach miłośników współczesnej wersji przygód słynnego detektywa. A także ocena jego najnowszych dokonań.


Bycie fanem brytyjskiej serii BBC "Sherlock" nie należy do najłatwiejszych. Nie dość, że twórcy serialu pokazują zaledwie 3 epizody na sezon, gdy wielbiciele innych produkcji mogą zwykle liczyć na co najmniej 12, a często nawet 24, to jeszcze przerwy pomiędzy kolejnymi sezonami są bardzo długie (ostatnia trwała 2 lata, na kontynuacje poczekamy zaś do przyszłej gwiazdki). Długi czas oczekiwania w naturalny sposób podnosi poprzeczkę - w końcu skoro odbiorca ma pamiętać, że jest jakiś tytuł, który widział rok, dwa lata temu i czekać na kolejne odsłony przygód wyimaginowanej postaci, to ma prawo oczekiwać w zamian dzieła wręcz... wybitnego. Rygor trzech epizodów na sezon niesie ze sobą dodatkową pułapkę: mimo, że mamy do czynienia z dłuższymi odcinkami niż amerykański playbook przewiduje, to jednak ich ilość nie jest wystarczająca, aby przyzwyczaić nas do postaci (a potem zaskoczyć jakąś nieodkrytą tajemnicą z przeszłości - chodzi oczywiście o Mary, ale ten wątek rozwinę później), czy poświęcić więcej czasu na motywy typowo humorystyczne, bez szkody dla innych elementów opowieści. Opisując pierwszy odcinek sezonu, zastanawiałam się czy jego odbiór zmieni się po obejrzeniu całości - twórcy nie wrócili jednak do wątku siatki terrorystycznej, a tajemniczy czarny charakter, który mignął w ostatnich sekundach, okazał się nie mieć z nią nic wspólnego. Kolejne epizody nie rzuciły nowego światła na wielki powrót Sherlocka, dlatego opinię na ten temat zostawiam niezmienioną (gdyby ktoś był jej ciekawy - zapraszam tutaj).

Watson i Sherlock w wersji weselnej
Drugi odcinek podobał mi się zdecydowanie bardziej. Twórcy sięgnęli po sprawdzony patent, w którym kilka spraw rozwiązywanych przez Holmesa okazuje się elementami tej samej układanki. Ale zrobili to w nowym stylu, wykorzystując weselę Johna i Mary - Sherlock ma okazję pokazać bardziej wrażliwą stronę swojej natury, a przy tym rozśmieszyć widownie swoją społeczną nieporadnością. Nie mam w stosunku do "The Sign Of Three" większych uwag, w zasadzie po raz pierwszy w tym sezonie poczułam klimat "starego Sherlocka", a przy tym zauważyłam jakąś nową jakość. 

Niestety odcinek trzeci budzi więcej wątpliwości, przede wszystkim ze względu na chaos jaki w nim panuje. Twórcy "Sherlocka" zaczęli w tym sezonie mieszać sceny (niemalże równolegle pokazują wydarzenia rozgrywające się w dwóch różnych momentach), tym samym rozwadniając mocno napięcie. Wielkim przeciwnikiem Holmesa okazuje się być magnat prasowy Charles Augustus Magnussen, oślizgły typ, który znalazł sobie dobry sposób na życie - szantażowanie każdego, kto stanie mu na drodze. Jest to o tyle łatwe, że nasz czarny charakter to jednoosobowy IPN, mający teczkę z brudami na niemalże każdego. Także na uroczą małżonkę doktora Watsona: Mary.

Mary Watson
Może rewelacje na temat pani Watson zaskoczyłyby bardziej, gdybyśmy faktycznie mieli okazję tę postać trochę poznać, oswoić się z nią, zbudować jakiś obraz, który twórcy mogliby teraz zrujnować. Gdyby ten sam wątek dostała Molly, pewnie przez tydzień zbierałabym szczękę z podłogi, ale Mary to ciągle jednak nieznajoma, po której wszystkiego się można spodziewać. Twórcy serii powinni zostawić jej sekret i unieszkodliwienie Magnussena na końcówkę czwartego sezonu - a finał tego wykorzystać na wykreowanie jakiegoś przekonywującego zagrożenia ze strony pana szantażysty. Scenarzyści nie dali sobie jednak szansy na rozwinięcie tej postaci, traktując ją raczej jako zapychacz antenowego czasu i małe odwrócenie uwagi od szykowanego za plecami powrotu do starych wątków (choć może to tylko chwyt marketingowy mający utrzymać zainteresowanie widzów?).

Mam wrażenie, że cały sezon jest trochę takim właśnie zapychaczem, okresem przejściowym, może pretekstem do wprowadzenia postaci Mary. Nie był wystarczająco słaby, by zniechęcić do oglądania, ale z całą pewnością nie zaspokoił wszelkich moich oczekiwań. Twórcy zaprezentują 4 sezon dopiero w grudniu, pytanie czy uda im się wrócić do starej formy?

PS. Scenarzyści mają chyba jakiś fetysz pałaców pamięci, nie pierwszy raz ten motyw pojawia się w serii. Na zakończenie dorzucam więc krótki filmik (niestety po angielsku, nie znalazłam żadnego z polskim tłumaczeniem; a w odpowiedzi na frazę "pałac pamięci" youtube prezentuje nagrania spod pałacu prezydenckiego ;)) wyjaśniający jak właściwie działa ta technika.



Pozdrawiam

2 komentarze:

  1. Dziękuję, bo się bałam, że jestem jedyną osobą z takimi odczuciami.

    Dal mnie również najlepszy był drugi odcinek, bo Sherlock w końcu działał. Dodatkowo dedukcja pijanego Sherlocka była świetnym elementem komicznym, znacznie lepiej wpasowanym w klimat niż wiele innych rzeczy. Ale przede wszystkim cieszyła mnie prawdziwa sprawa, a raczej kilka spraw, które się ze sobą fajnie łączyły.

    Jedyne, z czym się nie zgodzę, to Mary - oczywiście trzeci odcinek zepsuł tę postać, ale ja pokochałam Mary w zasadzie od pierwszej chwili kiedy się pokazała i przez dwa tygodnie panicznie się bałam, że twórcy ją zabiją! Dlatego trzeci odcinek przyniósł mi głównie ulgę, ale ani mnie nie zaszokował, ani nie zainteresował…

    Jedyne, co trzeci odcinek miał dobrego, to scena z postrzelonym Sherlockiem. Te rozmowy z Molly w jego głowie i analizowanie jak ma się zachować to znów był stary, dobry Sherlock i w tym momencie myślalam, że to będzie świetny odcinek, ale otem było już tylko gorzej.

    Ale cieszmy się, że znowu nie musimy czekać 2 lata.

    Ag

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postać Mary była faktycznie sympatyczna, nie napisałam, że nie - po prostu nie zdążyłam się z nią oswoić ;).
      Dziwi mnie, że tak mało osób wytyka dość widoczny spadek poziomu. "Sherlock" dalej jest dobrym serialem, ale dotychczas był wybitny. A tu na serialowej "hit tygodnia", opinie raczej entuzjastyczno-bezkrytyczne. Hmmm

      Usuń