Jean-Luis Fournier - Tato, gdzie jedziemy?

Czyli krótka książeczka o dwóch chłopcach, skrzywdzonych przez los (lub genetykę - jak kto woli).


Jestem fanką taniej książki. Chętnie wykorzystuję każdą okazję, aby takową nabyć, nawet gdy chodzi o pozycję, która w innych okolicznościach uszłaby mojej uwagi. Wszelkiego rodzaju promocję, może nie tyle pobudzają moje czytelnictwo, co kierują je na  omijane dotychczas ścieżki - niekiedy zwodząc na manowce, innym razem prowadząc na zupełnie nieznane mi dotychczas obszary literatury. To takie eksperymentowanie z zaworem bezpieczeństwa - nawet jeśli nie trafię na nic ciekawego, mój portfel na tym za bardzo nie ucierpi.

Ostatnio według tego klucza nabyłam kilka pozycji: w tym cieniutką książeczkę francuskiego autora, opisującą życie z dwoma niepełnosprawnymi fizycznie i umysłowo synami: Thomasem i Mathieu. Licząca 174 stron pozycja, choć porusza temat ważki, przyjęła bardzo lekkostrawną formę. Autor opisuje kilkadziesiąt scenek ze swojego życia - żadna nie zajmuje więcej niż trzy strony. Historyjki zostały opowiedziane tonem lekkim, prześmiewczym, niekiedy zabarwionym nutką goryczy - ich tematem są zachowania Thomasa i Mathieu, zawiedzione nadzieje oraz relację ze znajomymi świadomymi sytuacji Fourniera.

Zaletą książki jest bezpośredniość - autor nie ukrywa, że wolałby mieć "normalnych" synów, wymienia z jakich doświadczeń musiał zrezygnować ze względu na chorobę swoich latorośli, czasami użala się nad nimi, innym razem nad sobą. Z drugiej jednak strony: przy całej swojej szczerości, udało mu się zdystansować czytelnika do opowiadanej historii. Może to kwestia formy: brak tu ciągłości, Fournier oszczędza odbiorcom widoku degradacji ciał i umysłów swoich dzieci, czy śmierci Mathieu; same scenki są przedstawione bez porządku chronologicznego, przypominają raczej pozbawione kontekstu "wycinki z życia". A może autor za bardzo się schował za swoim "poczuciem humoru", które de facto niespecjalnie bawi, ale za to łagodzi odbiór losu jego synów? Może brakuje tu szczypty powagi, trochę brutalizmu w opisie - czegoś co zaangażuje emocjonalnie czytelnika?

W końcu to książka o dzieciach skrzywdzonych przez los, wiecznie zależnych od innych, pozbawionych możliwości rozwoju, osiągania sukcesów, założenia rodziny, życia na własnych warunkach. Nie sądziłam, że tytuł bazujący "na faktach", na prawdziwych doświadczeniach, może być aż tak lekki, że aż bezrefleksyjny w lekturze.

I że po jego przeczytaniu, tak niewiele będę miała do powiedzenia.

Pozdrawiam

Podstawowe informacje o książce:
Autor: Jean-Louis Fournier
Tytuł: Tato, gdzie jedziemy?
Wydawca: Wydawnictwo "Książnica"
ISBN: 978-83-245-7806-1.

3 komentarze:

  1. Bardzo ciekawa recenzja. I trochę niepokojąca. Może dlatego, że nie chce się słuchać o tragediach, które mimo, że przedstawione w lekkiej formie, wcale nie są przez to pocieszające. Ciekawa jestem na co chorowały dzieci autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor nigdy nie nazwał choroby synów, jest mowa o "upośledzeniu fizycznym i umysłowym", bez żadnych konkretnych medycznych terminów. Napisał tyle, że te dzieciaki nigdy nie nauczyły się czytać, mówić (oprócz pojedynczych fraz), miały problem z kręgosłupem; i że ich upośledzenie nie było na pierwszy rzut oka widoczne po urodzeniu, więc raczej nie był to zespół downa. Nic nie znalazłam także w anglojęzycznej wikipedii na ten temat.

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź. Może nie słusznie, ale trochę mnie to dziwi. Wydaje mi się, że to istotna informacja, a tak w przypadku jej braku, zaczynam jakoś podejrzliwie podchodzić do tej książki ;)

      Usuń