30.04.2014

Seriale warte polecenia - Queer as Folk (US)

Najbardziej gejowski serial w historii telewizji. A przy tym wspaniała drama, która może się podobać także heterykom.

 

Postacie o homoseksualnej orientacji są czymś powszechnym w serialowej rzeczywistości. Zazwyczaj bohaterowie ci pojawiają się na drugim planie (pierwszy przykład z brzegu- Kurt z "Glee") i cieszą się całkiem sporą sympatią publiczności. Mogą być źródłem kontrowersji w oczach bardziej konserwatywnej części widowni, ale ogólnie rzecz biorąc jest to obecnie dość bezpieczny i akceptowalny motyw. Nawet jednak z dzisiejszej perspektywy serial "Queer as Folk", emitowany przez stację Showtime (tak, tak, tę samą, która wypromowała "Dextera") w latach 2000-2005, jak również jego brytyjski poprzednik z 1999 roku, mogą uchodzić za produkcje co najmniej odważne.

Skupmy się na amerykańskiej wersji - uważam, że jest lepsza, gościła też na ekranie o wiele dłużej niż europejski oryginał. 

"Queer as Folk" to serial portretujący życie gejów i lesbijek mieszkających w Pitsburghu. Niemal wszystkie ważniejsze postacie pojawiające się na przestrzeni w sumie 85 odcinków, to osoby o orientacji homoseksualnej. W grupie głównych bohaterów mamy Briana, przystojnego mężczyznę, który ani myśli się wiązać na stałe i większość wieczorów spędza z coraz to nowymi partnerami; zakochanego w nim 17-latka Justina, reprezentującego w opowieści nastoletnią część gejowskiej społeczności, muszącą sobie radzić z problemem braku akceptacji w rodzinie i środowisku rówieśniczym; Michaela - słodkiego, trochę infantylnego chłopaka z sąsiedztwa; Emmetta, na pierwszy rzut oka typowego, stereotypowego geja, jakby żywcem wyciągniętego z parady równości (i to z tego jej obrazu, który tak oburza konserwatystów) oraz Teda, księgowego z poczuciem humoru i dużym ubytkiem w zakresie samoakceptacji. Oprócz tej gromadki mamy również parę lesbijek z dzieckiem: Lindsay i Melanie oraz jedyną heteroseksualną bohaterkę wśród głównej obsady, czyli barwną i dumną mamę Michaela: Debbie. 

Postacie są więc różnorodne, ale każda (oprócz Deb) reprezentuje pewien stereotyp osoby homoseksualnej. Twórcy serii zdają się nie przejmować tym, że utrwalają niekoniecznie pozytywne wizerunki gejów i lesbijek - wręcz przeciwnie, wychodzą od stereotypu, włącznie z umieszczeniem dużej części akcji w gejowskim klubie nazwanym dość wymownie "Babilon", ale wykorzystują go do przedstawienia problemów społeczności LGBT i stworzenia wciągającej obyczajowej dramy. Obserwując losy bohaterów szybko dochodzi się do wniosku, że nawet kolorowy ptak Emmett nie jest wcale takim dziwolągiem, jakim może się początkowo wydawać.

Źródłem potencjalnych kontrowersji, ale również jedną z mocniejszych stron serii jest bezpruderyjne pokazanie życia seksualnego bohaterów. Odcinek bez nawet jednej pikantnej sceny to coś nietypowego, ale trzeba przyznać twórcom QAF, że wiedzą jak zaprezentować sceny łóżkowe. I że nie są one tylko sztuką dla sztuki, a mają swoje uzasadnienie, jako element budowy kreacji postaci, czy relacji między dwoma bohaterami. Czasami nawet jako źródło wątków komediowych, bo i tych w serialu nie brakuję.


Seria sporo zyskuje na samej obecności Gale Harolda, portretującego Briana. Rzadko kiedy serialowi aktorzy dysponują tak rozbudowaną mimiką - Gale żongluje emocjami po mistrzowsku, nadając postaci "bad boya" Briana wielowymiarowości i głębi. Trudno nie lubić także Randy'ego Harrisona (Justin). Wątek miłosny, odgrywany przez tą dwójkę, to zresztą jeden z głównych motorów napędowych serialu. Postać Deb, w interpretacji Sharon Gless, także zasługuję na osobne wyszczególnienie. Prawdziwym objawieniem jest jednak Peter Page i jego Emmett - żaden inny bohater nie wzbudził we mnie tak dużej sympatii. Żeby nie było za słodko, znalazła się też kreacja może nie tyle zbędna, co wybitnie irytująca: Michael. Większość obsady jednak doskonale sobie poradziła w swoich rolach.

Dodajmy do tego jeszcze świetną muzykę (serio, najlepszy wybór piosenek, jaki słyszałam), towarzyszącą akcji oraz doskonałe wręcz wyczucie, kiedy zakończyć serię, a dostaniemy jeden z najlepszych seriali obyczajowych, co najmniej dorównujący kultowemu "Six Feet Under". Prawdopodobnie jednak, ze względu na tematykę, nie jest to serial dla wszystkich.

Ciekawostka: w brytyjskiej wersji zagrało kilku znanych fanom seriali aktorów. Postać Nathana (na której wzorowany jest Justin) została odegrana przez  Charliego Hunnama, obecnie znanego głównie z roli Jaxa z "Sons of Anarchy". Natomiast odtwórca pierwowzoru Briana, Aidan Gillen, dał się ostatnio poznać jako jedna z ciekawszych postaci "Game Of Thrones" - Petyr "Littlefinger" Baelish.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz