Za co kochaliśmy HIMYM?

Ted w końcu poznał matkę, a seria dobiegła końca. Co zostanie w naszej pamięci?


Co za dużo, to nie zdrowo - straszny banał, ale jak najbardziej pasujący do świata seriali. Każdy widz jest w stanie wskazać kilka, może nawet kilkanaście tytułów, które obrazują zasadność powyższego stwierdzenia - z kultowymi seriami takimi jak "Dexter" czy "House M.D" na czele. Do niechlubnej listy produkcji przedłużanych ponad rozsądek i wszelką miarę, należałoby dopisać także komediowe "How i met your mother", które doczekało się ostatecznie 9 sezonów.

Marudzenie, że "kochany serial nie jest już tak odkrywczy, logiczny, ciekawy, zabawny, trzymający w napięciu i co tam jeszcze można powiedzieć o danym tytule, jak kiedyś" trąci malkontenctwem. W zupełności się zgadzam. Nikt nikogo nie przymusza do oglądania, w każdej chwili można powiedzieć sobie "dość" i zwrócić swoją uwagę na inne pozycję - tyle, że łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Kilkakrotnie mi się to nawet udało, ale "How i met..." to jeden z tych tytułów, co do których do samego końca miałam nadzieję... Godzinny finał niektórych zachwycił, innych zirytował - zaliczam się do tej drugiej grupy. 

Ale odłóżmy rozczarowania na bok i przypomnijmy sobie kilka zabawnych motywów - szczególnie tych, przewijających się przez serię i stających się czymś w rodzaju "memów", doskonale rozpoznawanych przez fanów. 

1. Robin Sparkles

Do czasu pojawienia się panny Sparkles, Robin Scherbatsky była postacią dość... hmmm... nudnawą. Ot, bardzo ładna prezenterka telewizyjna będąca obiektem westchnień głównego bohatera. W miarę wpasowała się w ferajnę Teda, ale jeśli chodzi o elementy komediowe, bez walki oddawała pola Lily, czy panu Stinsonowi. Jej nastoletnia wersja, czyli kanadyjska gwiazdka pop, zmieniła reguły gry i pozwoliła pannie Scherbatsky zgarnąć odrobinę komediowego splendoru. 


Robin Sparkles pojawiła się w serii kilkakrotnie: twórcy pokazali nam jeszcze teledysk do romantycznej ballady, fragment naszpikowanego podtekstami programu dla dzieci, czy bardziej mhroczną wersję artystki, czyli Robin Daggers i jej "P.S. I Love You". 

2. Slap bet

Z motywem Robin Sparkles wiąże się inny, kultowy dla serii wątek: Slap bet. Jak pamiętamy, Robin trzymała swoją gwiazdorską przeszłość w tajemnicy, wywołując szereg spekulacji dotyczących jej niechęci do centrów handlowych: ferajna brała pod uwagę możliwość, że 1) wzięła kiedyś w takowym ślub, 2) była gwiazdą porno. Za tym ostatnim optował Barney, który założył się z Marshallem, tyle że nie o kasę, a o możliwość spoliczkowania przegranego. No i oczywiście pan Stinson się mylił, co pozwoliło twórcom dać nam m.in. genialne odcinki dotyczące święta "Slapgiving". A nawet okolicznościową piosenkę ;).


Wątek ciągnął się do ostatniego sezonu - jego ostatnia odsłona już niespecjalnie bawiła, za to scenarzystom udało się obrazić azjatycką społeczność (abstrahując, czy było się na co obrażać, bo według mnie niespecjalnie). Przez długi czas był to jednak jeden ze "smaczków", zapewniających pewną integralność świata przedstawionego.

3. The Bro Code

Biblia Barneya Stinsona, albo raczej akt "prawny" regulujący prawa i obowiązki braci wobec siebie, to motyw, który przewijał się w serii tak często, że aż stał się nieodzownym elementem świata naszych bohaterów. A także wizytówką produkcji i materiałem na książkę dla fanów. O wydawaniu fikcyjnych książek fikcyjnych autorów można byłoby napisać osobną notkę - i chyba się nawet o taką za jakiś czas pokuszę. Na pewno "Bro Code" nie jest obiektywnie rzecz biorąc dobrą, ani nawet jakąkolwiek lekturą - to raczej książkowy gadżet. Ale nie wyobrażam sobie "How i met your mother" bez tego motywu.

4. The Playbook

"Bro Code" to nie jedyne dzieło Barneya, który z ekranu trafiło na księgarskie półki - podobny los spotkał "The Playbook". Motyw książki ze sposobami na podryw pojawił się w serii stosunkowo późno - bo dopiero w piątym sezonie - ale idealnie wpasował się w kreację postaci Stinsona. A także stał się fundamentem wątku oświadczyn, który doprowadził nas do motywu przewodniego 9 sezonu. Hmm, chyba niekoniecznie powinnam "The Playbook" lubić ;). Ale pierwsza prezentacja książki nadała serii tak potrzebny wówczas powiew świeżości.


5. Naked Man

Wyjątkowo absurdalny sposób na podryw, który jednak pozwolił Tedowi otrząsnąć się po porzuceniu przed ołtarzem, a jednocześnie dał nam jeden z najzabawniejszych odcinków w serii.


6.  500 miles ( I gonna be) - The Proclaimers

Pamiętacie stare fiero Marshalla i jedyną piosenkę, którą można było puścić w samochodowym odtwarzaczu?



7. Nie matki

Na przestrzeni 9 sezonów Ted umawiał się z WIELOMA przedstawicielkami płci przeciwnej. Niektóre związki nie przetrwały dłużej niż odcinek, ale kilka kobiet zagościło w życiu pana Mosby'ego na dłużej. Ostatnie "poważne dziewczyny" Teda, czyli Zoey i Jeanette były strasznie irytujące, ale Victoria czy Stella wydawały się świetnym materiałem na "matkę" i miło je było oglądać na ekranie. Zapewne nie jestem jedyną osobą, która chciała, aby twórcy zamknęli serię parując Teda z Victorią.

Zabawne podsumowanie życia miłosnego Teda (oczywiście pojawiło się w sieci przed finałem):


Niezależnie od tego jak oceniamy finał serii, "How i met your mother" miał swoje niezapomniane momenty. Nieliczne  z nich ujęłam w powyższym zestawieniu - chcecie dodać coś od siebie?

1 komentarz:

  1. Próbowałam oglądać, ale jakoś się nie przekonałam do serialu. I jak pomyślę, że jest tego 9 sezonów, to raczej już nie spróbuję.

    OdpowiedzUsuń