07.04.2014

Zombie Apokalipsa wg Miry Grant (1)

Świat po Zombie Apokalipsie - czy można o nim powiedzieć coś nowego?


Motyw zombie nie zyskał w literaturze takiego poklasku jak chociażby wampiry, choć nie został również przez pisarzy popularnych zupełnie ominięty. Trudno poczciwego zombiaka wtłoczyć w rolę skrywającego mroczną tajemnicę amanta, niemal obowiązkową w postzmierzchowej literaturze około fantastycznej dla nastoletniego czytelnika. To dość brutalna wizja żywego trupa, której brak dwuznaczności jego żywiącego się krwią pobratymca. Szczerze mówiąc przez długi czas uważałam, że nie da się tego motywu w fabułach książkowych obronić i lepiej zostawić go scenarzystom horrorów klasy B. Do tego, że  bezmyślnie i kierowane prymitywnym głodem istoty mogą służyć czemuś innemu, niż tylko zaspokojeniu estetycznych potrzeb miłośników stylistyki gore, przekonał mnie początkowo komiks "Żywe Trupy", potem poparty przez książkowy przykład - "Wojnę Zombie" Maxa Brooksa. Oba utwory podobały mi się wystarczająco, abym do książek o zombie apokalipsie podchodziła może nieco nieufnie, ale z dużym zaciekawieniem.

Dlatego dałam kredyt zaufania Mirze Grant i jej wizji świata żywych trupów, przedstawionej w trylogii "Newsflesh" (w polskim tłumaczeniu "Przegląd Końca Świata") - dziś będzie o pierwszym tomie tejże. Zaczniemy jednak od tytułu powiązanego z serią, ale utrzymanego w nieco innej stylistyce - "Countdown", w którym autorka próbuje stworzyć przekonywujące podwaliny dla swojego świata przedstawionego. 

Do końca świata zostało 10, 9, 8....

Skąd się biorą Zombie? Zgodnie z wierzeniami wyznawców Voodoo umarłych do życia przywołują kapłani; na podobnym założeniu bazują pisarze fantasy, którzy z kolei sprawstwo przypisują wyspecjalizowanym w mrocznej magii czarownikom - nekromantom. Trudno jednak wykorzystać tę wersję w fabułach umiejscowionych "tu i teraz", ewentualnie "w niedalekiej przeszłości". Niezależnie od tego, jak bardzo nierealistyczna jest wizja pandemii zombizmu, to motyw ten przemawia do odbiorcy, ponieważ koresponduje z obecnym gdzieś tam w głębi niepokojem. Boimy się zdrowotnego kryzysu na miarę średniowiecznych żniw panny Hiszpanki. Obawiamy się również konsekwencji naukowych zabaw z Matką Naturą. I to właśnie któryś z tych dwóch lęków staje się fundamentem współczesnych fabuł związanych z żywymi trupami.

W przypadku uniwersum Miry Grant, wina została przypisana... no cóż, ludzkiemu ego. Ego, które pozwoliło dać światu dwa spore osiągnięcia nauki: zmodyfikowane wirusy - jeden wykorzystywany do leczenia raka, drugi (jeszcze w fazie testów) mający wyeliminować z piramidy zagrożeń przeziębienia i grypę. Oba skuteczne w swoich rolach, ale po połączeniu i zmutowaniu zmieniające nosiciela w głodnego zombiaka. Grant dorzuca do równania również grupkę "zbawicieli świata", którzy uwalniają nieprzetestowany jeszcze lek na grypę do atmosfery, umożliwiając tym samym spotkanie dwóch wirusów. 

Sami przyznacie, że fabuła jest raczej dość przewidywalna. Grant spokojnie mogła to streścić i wrzucić jako wyjaśnienie do kolejnych tomów (co zresztą i tak robi). "Countdown" to książka nudnawa, bo z góry wiemy co się stanie i dlaczego; nie ma w tym nowej jakości, jakiegoś zaskakującego spojrzenia na "problematykę" zombie, wręcz przeciwnie - "Countdown" to kalka najpopularniejszych wątków wykorzystywanych w historiach o żywych trupach. Nie pomaga tutaj także narracja - jak wcześniej Brooks, tak teraz i Grant pokazuje nam sytuację z perspektywy wielu bohaterów. Brakuje jej jednak rozmachu poprzednika. Postaci jest mniej, zaś narracja trzecioosobowa dystansuje nas od opisywanych wydarzeń.

"Countdown" to książka zbędna; w gruncie rzeczy nie potrzebuje jej ani seria "Newsflesh", ani wątek Zombie. Dla trylogii może mieć nawet nieprzyjemne skutki uboczne - jeśli ktoś założy (a czemu miałby nie), że pozostałe powieści są utrzymane w podobnym duchu, to może po nie zwyczajnie nie sięgnąć. A szkoda, bo już chociażby "Feed" to zdecydowanie inna historia.

Blog w czasach zarazy

Zmiana perspektywy na pierwszoosobową, ograniczenie pola widzenia do przygód trzech konkretnych postaci, przesunięcie zombie z roli ośrodka zainteresowania do tła akcji i elementu krajobrazu, okazjonalnie zagrażającemu życiu i zdrowiu naszych bohaterów - to tylko kilka zmian, które wyszły opowieści na dobre. Powiedźmy sobie szczerze: żywe trupy same w sobie szybko się nudzą (wszak są dość nieskomplikowane), historia może uwieść na dłużej, jeśli bardziej skupimy się na żyjących: ich zmianach w obliczu permanentnego zagrożenia, stosunku do innych ocalałych, świadomości, że to człowiek (nie zombiak) jest potencjalnie większym problemem. Takie podejście wypromowało komiksowe "The Walking Dead"  i trzyma przed ekranami widzów serialowej wersji. Po części w takim duchu zostało również napisane "Feed".

W uniwersum Grant zombie apokalipsa została opanowana. Wciąż są miejsca, w których żywe trupy panują niepodzielnie, ale spora część Stanów Zjednoczonych została oczyszczona i ponownie zasiedlona. Trudno jednak mówić o normalności: interakcje społeczne zostały ograniczone do minimum, ludzie unikają większych zgrupowań, nie chodzą do kin, restauracji, na koncerty, czy nawet spacery. Miejscem spotkań stał się internet. Co zabawne, to właśnie dzieci Sieci - blogerzy - są tymi, którzy najczęściej stawiają czoło prawdziwemu światu.

Główne postacie to właśnie trio blogerów: nakierowana na informacje Georgia Mason, jej specjalizujący się w tykaniu zombie patykiem brat Shaun, oraz pisząca opowiadania o nieumarłych Buffy (właściwie Georgette Meissonier). Reprezentują oni trzy typu blogerów, ale też tworzą zgraną ekipę, wybraną do relacjonowania wyścigu prezydenckiego jednego z kandydatów.

Pierwszy tom "Newsflesh" to bardziej thriller polityczny, niż historia z gatunku "survival". Nasi bohaterowie trafią na swoją historię wszechczasów, spisek przeciw życiu ich kandydata. Ale tym samym stają się potencjalnym celem - zagrożenie ze strony zombiaków jest w tej sytuacji ich najmniejszym problemem...

Historia jest opowiedziana sprawnie, Grant gładko wprowadza kolejne elementy świata przedstawionego i przechodzi ze swoimi postaciami od zdarzenia do zdarzenia, utrzymując przy tym niegasnące zainteresowanie czytelnika. Zakończenie zaskakuje i otwiera sporo nowych możliwości na kontynuację, co dodatkowo zachęca do sięgnięcia po kolejne tomy serii.

Jako umiarkowana fanka motywu zombie: polecam.

CDN. jak tylko przeczytam pozostałe dwa tomy trylogii.

Pozdrawiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz