E-czytniki - funkcjonalność i praktyczność

E-czytanie nigdy nie kończy się na jednym urządzeniu. Kilka słów o zakupie funkcjonalnego czytnika ebooków oraz zbiór wrażeń z użytkowania PocketBokka z podświetleniem.


Jakiś czas temu przedstawiłam moje doświadczenie z e-czytaniem za pomocą nook'a od sieci B&N. Ponieważ posiadanie jednego urządzenia dla dwóch osób jest bardzo niepraktyczne, postanowiliśmy z moim mężczyzną zainwestować w drugi egzemplarz - tym razem bogatszy w funkcje i bajery. Ponieważ większość ebooków, które posiadam są w formacie epub z góry odrzuciliśmy Kindle'a, i zdecydowaliśmy się na jednego z PocketBooków.

Z początku nie wiedziałam czy napiszę kolejną recenzję czytnika, ale im dłużnej go użytkuję, tym bardziej widzę jego wady i zalety - o dziwo te pierwsze bardzo rzucają się w oczy w konfrontacji ze zdecydowanie uboższym nook'iem. W efekcie prezentuję tekst porównawczy obu czytników, z marzeniem o idealnym urządzeniu.

Bardzo się jarałam zakupem nowego e-readera, głownie z powodu możliwości odczytu większej ilości plików - mobi - cóż, niektóre pozycje są dostępne tylko w formacie kndle'owskim; czy odtwarzacza mp3 - bo czasami lubię sobie posłuchać muzyki przy czytaniu. A PocketBooki mają taką opcje, obok tworzenia galerii i kilku innych udoskonaleń. Nie wyprzedzając faktów, zacznę od samego wyboru. Wersja mojego (a raczej naszego) kolejnego czytnika to PB 623 Touch Lux w wersji White - kolor ma znaczenie głównie finansowe, biała wersja urządzenia była kilka funtów tańsza od klasycznej czarnej; prezentowała się też bardzo elegancko, ale to już znaczenie drugorzędne.

Odczyt plików i ich prezentacja

Zależało nam na czytniku, który będzie czytał większość popularnych formatów - i w PocketBooku to dostałam. Przetestowałam w pierwszej kolejności epub, mobi i pdf, ponieważ to właśnie takie rozszerzenia są głównie dostępne na rynku ebookowym. I zacznę od tych ostatnich. Pliki pdf traktowane są jako pliki obrazkowe - jedna strona to jakby jedna grafika, która wyświetlana jest na całym ekranie, co niestety jest ogromną wada. Jeżeli format publikacji jest większy niż A5, a nawet B6, to nie ma szans na względnie wygodne czytanie, ponieważ czcionka będzie mocno pomniejszona, a  opcja jakiegokolwiek powiększenia jest niefunkcjonalna. Aby pomóc sobie w odczycie pdf możemy wyświetlać obraz w poziomie, co podzieli nam stronę ale pozwoli przeczytać tekst - jeśli nie mamy wyboru innego formatu.

Epub i mobi to podobna forma wyświetlania, wiec zwyczajnie wrzucę je do jednego worka. Mamy tutaj szereg opcji do sformatowania sobie tekstu według własnych potrzeb co było pierwsza rzeczą, jaką zrobiłam. A to dlatego, że kolumna nie ma marginesów. Z żadnej strony. Powoduje to dziwne wrażenie - zupełnie jakby strona w książce była zapisana od brzegu do brzegu; trudno jest się skupić na tak wyświetlonym tekście.

Podświetlenie - udogodnienie i utrapienie

Opcja podświetlenia ekranu czytnika, była jednym z czynników, które zadecydowały o jego wyborze. Nie trzeba palić w nocy światła, wystarczy tylko kliknąć w odpowiednie miejsce i ustawić intensywność podświetlenia. I chociaż mój mężczyzna i tak narzeka, że mu świecę, gdy on chce spać, to jest to zdecydowanie lepsze rozwiązanie od lampki nocnej (w naszym wypadku). Oczywiście znalazłam też minusy. Jeśli zapomni się wyłączyć podświetlenia lub chociażby uśpić czytnika, jest szansa, że zje to nam baterię - o czym miałam się okazję przekonać w praktyce. Przyzwyczajona do nookowego działania zwyczajnie zamknęłam pokrowiec i odłożyłam PocketBooka, który niestety nie wygasił się i świecił sobie całą noc - póki miał z czego brać energię...

Drugi minus, raczej niewielki, to umiejscowienie włącznika podświetlenia. Ta bardzo mała ikonka jest ukryta - trzeba wpierw kliknąć w niepozorną strzałkę u dołu ekranu, żeby dostać się do szybkiego uruchamiania tej opcji.

Uśpienie, czas reakcji i frustracja

Nook przyzwyczaił mnie do swojej szybkości w wybudzaniu - dwa kliknięcia, przesuniecie palcem i znów cieszę się lektura przerwanej książki. Dlatego bardzo dziwiłam się na narzekanie Arieen w jej tekście o ebookach. Przekonałam się jednak, że czytnikiem czasami trzeba mocno potrząsnąć, żeby przestał śnić. PocketBook bardzo długo uruchamia się na nowo, bo jego stan uśpienia to nic innego jak zwyczajne wyłączenie urządzenia - chyba że to fakt zapamiętania książki liczy się jako to "uśpienie". Nook tylko mi się wygasza - uruchamiałam go tylko 2 razy od czasu zakupu: pierwszego dnia i raz gdy zapomniałam o baterii, bo pracowałam zbyt dużo by czytać. Dodatkowo mam wrażenie, że sam e-reader nie reaguje na polecenia, co doprowadza mnie do pewnej niechęci, bo to tyle kłopotu żeby odpalić książkę.

Dodatkowe fajerwerki

PocketBook posiada wbudowane aplikacje, które stanowią powód do zadowolenia, bo trafiły idealnie w mój gust. Za pomocą czytnika mogę pograć w ukochane sudoku oraz pasjansa - czasami nie mamy ochoty na czytanie, więc takie umilacze czasu mogą się przydać. I chociaż próby przesuwania kart w pasjansie bywają utrudnione (albo mam za grube palce, albo czytnik nie do końca wyczuwa gdzie też go dotykam), to nadal mogą stanowić szybką rozrywkę na 10 minut wolnego czasu.

Podsumowanie

Nie umiem do końca zachwycić się nowym zakupem. Znajduję w nim pewne "usterki", które nie pozwalają nazwać mi PocketBooka najlepszym czytnikiem - wbrew pozorom nook jako prostsze urządzenie jest bardziej funkcjonalne. Porównując ceny obu urządzeń, jestem nieco zawiedziona - PB to czterokrotna wartość nooka.
Z drugiej strony, nie sprawdziłam jeszcze wszystkich możliwości nowej zabawki - nie próbowałam łączyć się przez wifi, czy robić zakupów za pomocą wbudowanej księgarni - nie wiem nawet z jaką mnie czytnik połączy. I zdecydowanie przeczytałam na nim mniej pozycji. Koniecznie muszę to nadrobić i przekonać samą siebie, że nowe nie znaczy gorsze.

Do następnego przeczytania.

*Zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony produktu http://www.pocketbook.pl/

0 komentarze: