Ewa Majewska - Sztuka jako pozór?

Lekturę książki wydanej przez Ha!art w ramach "Linii radykalnej" można uznać za mój mały eksperyment czytelniczy. 


Obecny rok ma być dla mnie z założenia okresem eksperymentów, sięgania po książki nie tylko fabularne, ale również popularnonaukowe i eseje, traktujące o tematach, które dotychczas nie leżały w moim polu zainteresowań. Do takowych niewątpliwie należałoby zaliczyć sztukę współczesną czy wysoką, szczególnie w innych niż literacka formach: performance, dzieła audiowizualne, rzeźbiarstwo itd. Przyznaję się bez jakiegoś szczególnego wstydu: nie znam się na Sztuce przez duże S, czy artystycznych eksperymentach; nawet jeśli kiedyś próbowałam liznąć temat, to ostatecznie uznałam, że popkultura odpowiada mi bardziej - choćby dlatego, że zdarza jej się poruszać ambitną tematykę, ale w zdecydowanie bardziej komunikatywnej dla przypadkowego odbiorcy formie. Skoro zaś sztuka wysoka nie wzbudziła mojego entuzjazmu jako widza, nie zagłębiałam się specjalnie w teorię i nie uzbroiłam w żadne narzędzia analityczne. Choćby dlatego porwanie się na książkę Ewy Majewskiej było z mojej strony czynem dość karkołomnym.

Nie zdecydowałabym się na lekturę, gdyby nie podtytuł "Cenzura i inne paradoksy upolitycznienia kultury". W końcu te zagadnienia mogą być ciekawe także z pozycji fana popkultury czy zwykłego obserwatora życia publicznego - chyba każdy kojarzy sprawę Doroty Nieznalskiej i kilka innych przypadków praktycznego zastosowania artykułu 196 Kodeksu Karnego (dotyczącego obrazy uczuć religijnych); problematyka cenzury w imię ochrony praw autorskich to również coś, co się rozumie dość intuicyjnie. Upolitycznienie kultury - proszę bardzo, czego wyrazem jest choćby obecny kształt szkolnego kanonu lektur? Chyba dość optymistycznie założyłam, że skoro autorka porusza tematy, które interesują nie tylko miłośników kultury wysokiej, obkutych w różne mądre teorie na temat sztuki, ale również bardziej rozrywkowych odbiorców, to treść jej tekstów będzie raczej przystępna. 

Dość szybko się zorientowałam, że moje założenie jest błędne. W książce mamy 17 rozdziałów plus wprowadzenie, podsumowanie i "dodatek": część z nich obejmuję problematykę upolitycznienia sztuki, wykluczenia, cenzury i zjawisk artystycznych w szerszym kontekście, w kilku innych autorka skupia się na pracach konkretnych twórców. Do pierwszej grupy tekstów ciężko podejść bez gruntowego przygotowania merytorycznego, gdyż Majewska zarzuca nas nazwiskami, cytatami i teoriami, nie zawsze się do nich w jasny sposób odnosząc, a praktycznie w ogóle nie objaśniając ich mniej obeznanemu w temacie czytelnikowi. Pozostałe rozdziały wymagają zaś znajomości dorobku omawianych artystów, co wydawca mógłby złagodzić chociażby jakąś wkładką we wnętrzu książki, ze zdjęciami pokazującymi najszerzej opisywane dzieła. 

Może z trzy rozdziały są w pełni zrozumiałe dla przypadkowego odbiorcy - siódmy zatytułowany "Polskie zmagania z cenzurą po 1989 roku" (w którym autorka odwołuje się m.in. do głośnej sprawy Nieznalskiej, ale nie ogranicza się tylko do przedstawienia prób ograniczenia wolności twórczej pod pozorem ochrony uczuć religijnych, ale pokazuje nam także np. ekonomiczne oblicze cenzury); siedemnasty, czyli "System pionków" (wywiad z Zofią Kulik, głównie o finansowaniu i urynkowieniu kultury) oraz zamykający książkę manifest "Rewolucja kulturalna. Manifest Komitetu na rzecz Radykalnych Zmian w Kulturze". Ten ostatni jest zresztą dostępny tutaj - to wyraz poglądów i pomysłów na kulturę nie tylko samej autorki, ale też i kilku innych osób. Dość powiedzieć, że widzimy tu sprzeciw przeciwko komercjalizacji sztuki i lewicowy punkt widzenia na rolę i wartościowanie dzieł kultury oraz twórców. To jeden z nielicznych wątków (obok punktu widzenia feministycznego), który wyraźniej pobrzmiewa w tekstach Majewskiej, przynajmniej w odbiorze niewtajemniczonego czytelnika. Swoją drogą termin "rewolucja kulturalna" ma dla mnie negatywną konotację i osobiście wahałabym się przed takim nazewnictwem swojego manifestu.

Trudno mi oceniać tę książkę obiektywnie - ewidentnie z punktu widzenia rynkowego nie jestem jej "targetem". Jestem przekonana, że autorka mogłaby wyjść ze swoimi poglądami do "masowej publiki", ale sposób prowadzenia wywodu ograniczył jej pole odbiorców do artystów, koneserów czy krytyków sztuki, czyli ludzi obeznanych w temacie, i to tych prawdopodobnie posiadających bardzo zbliżone poglądy. Przypadkowy czytelnik zbyt dużo z lektury nie wyniesie - ani wiedzy, ani przyjemności z obcowania z tekstem. A w sumie szkoda, bo jeśli chodzi o sprzeciw wobec urynkowienia kultury czy paragrafom umożliwiającym cenzurę (chociażby ze względu na rzekomą obrazę uczuć religijnych), przydałoby się poparcie ludzi spoza tych kręgów. 

Podsumowując: czytelnik nie interesujący się wcześniej sztuka współczesną, raczej nie znajdzie w tej książce nic dla siebie. Zaś osoby bardziej obeznane z tematyką - no cóż, raczej nie powinny się opierać na tej opinii, bo została napisana z poziomu odbiorcy zupełnie nieprzygotowanego do takiej lektury.

Pozdrawiam.

Podstawowe informacje o książce:
Autor: Ewa Majewska
Tytuł: Sztuka jako pozór? Cenzura i inne paradoksy upolitycznienia kultury
Wydawca: Ha!Art
Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-64057-30-4.

Dziękuję wydawnictwu Ha!Art za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

0 komentarze: