Marcin Rusnak - Czas ognia, czas krwi

Lufa norweskiego karabinu zajrzała mi w twarz, drugi żołnierz wyszarpnął zza pasa szablę. 
Filip Saggo



Tyle już było pomysłów i historii, przez co mam wrażenie, że trudno jest stworzyć autorom coś nowego i interesującego zarazem. Dodatkowo bez zbędnego udziwniania. Ponoć proste pomysły są najlepsze - bo w swojej prostocie pokazują genialność, i jestem w stanie się z tym zgodzić w 100%, bo kocham minimalizm.
Taka zwyczajność w literaturze raczej nie dotyczy fantastyki - no bo przecież tam w zasadzie wszystko jest możliwe, więc po co pot i łzy jak można pstryknąć magicznym palcem. Całe szczęście są jeszcze autorzy, w dodatku młodzi, którzy zaprzeczają wszelkim stereotypom i robią to w wielkim stylu.

Powieść Rusnaka, o której nieco wspominałam w tym tekście, miała trochę problemów z pojawieniem się na papierze. Czas ognia, czas krwi przebył długa drogę poprzez ognie Ifrytu (wydawca, który przez rok zapowiadał publikację) aby móc trafić w ręce czytelników. I nie jestem nawet pewna, czy otrzymała należne jej fanfary, gdy wyjechała z drukarni świeża i pachnąca klejem. Bo chociaż ja byłam na bieżąco z promocją powieści, to nie sądzę, by miała ona szansę na coś globalnego. Autor ma też swoje życie, a gdy wydawca młody i niedoświadczony, to nie ma miejsca na porządny marketing.

Czas ognia, czas krwi to historia młodego maga wędrownego, który najpierw działa, a potem myśli. Ale przede wszystkim, budzi wielką sympatię czytelnika. Filip Saggo nie jest typowym przedstawicielem swojej gildii, to wielki facet, o grubych paluchach, który zupełnie nie pasuje na czarodzieja; umiejętności nadnaturalnych też mu natura poskąpiła. Jego przygody pokazane są w sposób fragmentaryczny, przywodzą na myśl zbiór opowiadań, ale to tylko forma, która przekazuje nader ciekawe wnętrze. I to jest najważniejsze - bo interesujących treści jest mało na polskim rynku. Zwykle dostajemy tekst, który jest niedopracowany, mocno przekombinowany, lub zwyczajnie wtórny. I o ile zagraniczne debiuty przeważnie trafiają do nas, bo już coś osiągnęły w swoim kraju, lub na skalę międzynarodową, to rodzime powieści mają się tutaj znacznie gorzej. Ale wyjątkiem od tej reguły jest właśnie powieść Rusnaka, i cieszę się, że miałam okazję się z nią zapoznać.

Fabularnie mamy dwa przeplatające się ze sobą wątki, tworzące konstrukcję, która w idealny sposób dozuje napięcie. Ciekawe jest też to, w jaki sposób obie linie opowieści zostały napisane: pierwsza, nazwałabym ja główną, to narracja pierwszoosobowa z perspektywy Filipa; druga, to z kolei opowieść w trzeciej osobie, snuta "zza pleców" zakonnika - brata Nelsona. Co je łączy? tego można się dowiedzieć czytając Czas ognia, czas krwi. Wracając do narracji - Rusnak porwał się na coś, co autorom nie zawsze się udaje, a tekstom bardzo szkodzi, czyli opowieść z pierwszej osoby. A jednak zrobił do dobrze, nawet świetnie - widać, że jest to powieść dopracowana. Zarówno forma jak i treść współgrają ze sobą tworząc książkę, która chce się przeczytać.

Głównym minusem powieści jest jej skład, ale pisanie kolejny raz o masie błędów jakie napotkać może czytelnik, mija się celem. W tym miejscu lepiej skupić się na licznych zaletach. I do niewątpliwych plusów Czasu ognia, czasu krwi muszę zaliczyć prostotę - na wielu płaszczyznach. Prosta fabuła, która jednak w kilku miejscach w ciekawy sposób zakręca, tworząc świetny splot zdarzeń. Postacie na swój sposób barwne, i chociaż delikatnie zarysowane (szczególnie drugoplanowe) to nie są w żaden sposób płaskie. Mają w sobie tyle, ile wymaga od nich fabuła, przez co świetnie wkomponowują się w przygody Filipa. I taki swojski steampunk, który trochę jest a trochę go nie ma - wyważony i prosty. Chociaż zabrakło mi rozwinięcia motywu mechanicznej kobiety.

Przeczytałam książkę, a dopiero później spojrzałam na opis na okładce. O Ignorancjo! jakże oni Ciebie karmią! Mam wrażenie, że nikt z wydawnictwa nie zadał sobie trudu, żeby sklecić kilka sensownych słów o treści, które faktycznie zachęciłyby masę ludzi do przeczytania. To samo tyczy się okładki, która może i nawiązuje do jakiegoś fragmentu, ale nijak ma się do całego tekstu.

Bardzo żałuje, że nie przeczytałam powieści zaraz po jej premierze, gdzie miałabym szansę nieco ją rozreklamować entuzjastycznymi opiniami, a także pokazać, że 2013 był dobrym rokiem debiutów w fantastyce. Natomiast niezwykle ciesze się, że w ogóle udało mi się poznać świat Czasu ognia, czasu krwi i będę wyczekiwała kolejnej powieści Rusnaka, a w międzyczasie przeczytam jego zbiór Opowieści niesamowitych.

Czas ognia, czas krwi
Marcin Rusnak
Wydawnictwo Dom Snów
ISBN: 978-83-63777-01-2
Wydanie I
Lublin 2013

*Pierwsza grafika pochodzi z okładki opowiadania Pani Białych Skał wydanego jako ebook.

2 komentarze:

  1. Do zajrzenia tutaj skusiło mnie nazwisko polskiego autora i intrygująca grafika - trochę skojarzyła mi się z androidem i przywiodła na myśl słuchaną przeze mnie obecnie powieść Philipa K. Dicka. Niestety, jak się okazuje książka nie jest o androidach :( raczej nie czytam fantastyki, więc mimo tego, że książka dobra, nie zdecyduję się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grafika okładkowa piękna - niestety nieco z boku treści :(
      A może jednak? To prawie jak powieść historyczna z twistem ;)

      Usuń