03.03.2014

Filmowa podróż sentymentalna: Lestat i s-ka

Dwóch dziwnych Lestatów, wampiryczny Antonio i dwie skrajnie inne ścieżki dźwiękowe - o tym jak prozę Rice wrzucono na wielki ekran.



Nie ukrywam, że jestem fanka Anne Rice i jej prozy. Ale zanim poznałam powieści spod jej pióra byłam fanką czegoś nieco innego - filmowego Wywiadu z wampirem. Jest to obraz, do którego lubię wracać i ciągle oglądam go z takim samym zainteresowaniem. Bo przecież wampiry, Brad Pitt, ogień, krew i łzy. I jeszcze trupy, zapomniałam całkiem o trupach! A jak Wywiad z wampirem to i Królowa potępionych gdzieś przemyka pod ścianą filmowej świadomości - bo widziałam, nawet kilka razy w czasie młodzieńczego zachwytu...

Czasami oglądam złe filmy, nawet gdy już wiem, że są złe. Ale udaję, że wcale nie boli mnie to, co widzą moje oczy - tylko szukam dobrych stron tego złego. Zawsze się coś znajdzie. A jak się nie znajdzie to można podręczyć dzieło opisując jego niedoskonałość. I chociaż wiele osób uważa, że Królowa potępionych nie powinna powstać (przynajmniej nie w tej formie), to chyba nadal nie znalazłaby się w moim zestawienia najgorszych filmów, które widziałam (tam niepodzielnie króluje Dragonball Evolution). Dlatego obejrzałam w małym maratonie i to "dzieło" - a jakże.


Lestat

To co mnie boli w obu filmach to dobór Lestata - zawsze z innego powodu. Zacznę od tego bardziej oczywistego: Stewart Townsend. Pana kojarzę mgliście z Ligi niezwykłych dżentelmenów (w roli Doriana Greya - musiałam sprawdzić), a jego rola w Królowej potępionych też do najcudowniejszych nie należy. Już sam wygląd każe mi wołać NIE. Zwyczajnie w żaden sposób nie wygląda on na Lestata, nawet na wampira nie wygląda (bo charakteryzacja była do niczego tak przy okazji), już o gwieździe rocka nie wspominając... Ja nie mam pojęcia czym kierowali się ludzie od castingu - przecież po przeciwnej stronie mieli pierwowzór Toma Cruise'a.

Sam Tom Cruise to już osobna bajka. Bo ja mam do niego swoiste nieuwielbienie i omijam szerokim łukiem jego filmowe kreacje. I sama nie wiem skąd mi się to bierze, tym bardziej, że jego Lestat to mistrzostwo - pasuje mi do zmanierowanego i bogatego panicza. Tylko po konfrontacji z jego książkowym życiorysem (tutaj głownie Wampir Lestat) to już nie jest ta sama postać. I nie umiem sobie Toma wyobrazić jako wampirycznej gwiazdy rocka, w ogóle jakiejkolwiek gwiazdy rocka , szczególnie z muzyką z Królowej potępionych - ale chwila, chwila, przecież Cruise GRAŁ gwiazdę rocka (patrz Rock of Ages), i był świetny. Co już w ogóle wytrąca moje nieuwielbienie aktora z równowagi (jakkolwiek dziwacznie to brzmi). Ale jak tu dać kogoś innego jak obok stoi Pitt, Slater i Banderas?

Nie zmienia to faktu, że w żaden sposób nie widzę aktora, który mógłby wcielić się w Lestata prawdziwego, takiego literackiego. Gdyby ktoś się zdecydował na kolejną próbę przeniesienia losów tego wampira na ekran, musiałby chyba poszukać jakiejś nowej twarzy, w dodatku takiej, która potrafi grać (a to może być trudne). To może jakiś serial?

Obsada

Nazwiska nazwiskami ale chyba nigdy nie mogłam znieść Banderasa w roli Armanda. Samego Antonia lubię - bo to przecież Antonio i wszystkie kobiety mdleją (nawet imię zobowiązuje). Jednak nie znając jeszcze książkowego Armanda (a już znając go, to tym bardziej), nie potrafiłam zaakceptować tego wyboru. Może dlatego, ze samej postaci brakowało ikry, przez co aktor portretujący ją był tak bardzo oderwany od charakteru. A skoro mowa o samym Armandzie - ja się pytam, jak Banderas miał grać siedemnastoletniego Włocha o pochodzeniu rosyjskim? I nie lubię postaci po przeczytaniu Wampira Armanada, oj nie lubię, bo się bardzo zniesmaczyłam i płaczę gdy widzę największego barda-złoczyńce na ekranie z tymi zbyt długimi i zbyt czarnymi włosami.

Z kolei mała demoniczna Claudia - młoda panna Dunst i te jej loczki niczym u lalki. Kobieta zamknięta w ciele dziecka. Tak doskonała w swojej roli, i dopiero jak uświadamiam sobie, że to przecież dziewczyna Spider-Mana to przychodzi zastanowienie: gdzie się podziała ta urocza mała aktorka? Bo dziwnym trafem żadna jej późniejsza rola mnie nie zachwyca. No cóż, w Wywiadzie z wampirem zachwycają mnie w zasadzie wszyscy, nawet półnaga kobieta z teatru wampirów, która stanie się posiłkiem na scenie.

Kolejna na mojej liście jest Aaliyah i reszta odtwórców wampirów w Królowej potępionych. Biorąc pod uwagę fakt, że większość krwiopijców po prostu jest (i robią to jakoś mało zgrabnie), o tyle Akasha wypada teatralnie i sztucznie. Ja rozumiem: spała tysiące lat przecież, więc raczej jest mało rozgarnięta, ale żeby aż tak?  Już zupełnie nie pamiętam książkowej Akashy i nie umiem jej odnieść do tej filmowej, ale zastanawiam się, co popchnęło castingowców do angażu muzycznej ikony, która chyba nie miała doświadczenia w graniu, zamiast jakiejś aktorki (założę się, że i tak zapłaciliby jej mniej). W efekcie w tym filmie drewno drewnem pogania - bo nawet dorzucenie do tej zbieraniny Vincenta Pereza (Marius) czy Leny Olin (Maharet) jakoś nie pomogło. Nie będę wspominać nawet wycięcia bliźniaczki Maharet - Mekere, czy takich postaci jak Gabriela, matka Lestata. Bo nie można opowiedzieć historii najsłynniejszego po Draculi wampira bez wrzucania jego niezwykłej rodzicielki do worka.

Rice o filmach

Dlaczego jeden film jest dobry, a drugi tak bardzo zły. I dlaczego autorka powieści wiedziała, że tak się stanie, zanim jeszcze Królowa potępionych trafiła do pre-produkcji. Ostatnio przeczytałam, że Rice nie była zadowolona z wyboru Toma Cruise'a, ale końcowym efekcie przekonała się do stworzonej przez niego kreacji. Ogólnie Anne brała udział w pisaniu scenariusza i realizacji Wywiadu z wampirem - nic zatem dziwnego, że film był w miarę wierny pierwowzorowi. Inna historia to ekranizacja kolejnych dwóch powieści, z których powstała nieszczęsna Królowa potępionych. Rice odradzała ludziom branie się za kolejne opowieści, wiedziała że nie będzie z tego niczego dobrego - jak bardzo miała rację! Ja myślę, że to dlatego, ze filmowcy musieli wyciąć masę wątków i postaci ważnych dla fabuły. W efekcie został ochłap, który do niczego się nie nadawał (zapewne przesadzam) i całkiem niezła muzyka.

Music

I tu zaczyna się magia Królowej potępionych - no dobrze, może to przesadzone słowo, ale muzyka jest plusem w tym filmie, i tylko dzięki niej jest to produkt zjadliwy. Oczywiście nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Chodzi o teksty. W powieści Lestat wrzuca pełno wskazówek, jak znaleźć wampiry, gdzie się chowają, i inne tajemnice swojego gatunku. W filmie takie nawiązanie występuje tylko raz i w zasadzie jest dopowiedziane. Chodzi o scenę gdzie Jesse słucha MTV (a jakże) gdzie akuratnie leci Redeemer i możemy usłyszeć słowa: Give your life to my charms, In the Admiral's Arms - i tyle. Plusem są dwa teledyski nakręcone na potrzeby filmu.


Rockowego głosu w filmie Lestatowi użyczył Jonathan Davis, czyli wokalista Korn (który napisał: Not Ment For Me, Forseken, System, Redeemer, Slept So Long) i te nagrania nie są dostępne na płycie ze ścieżką. Na oficjalnym krażku możmy usłyszeć odpowiednio: Wayne'a Static ze Static X, Davida Draimana z Disturbed, Chestera Benningtona z Linkin Park, Marylina Mansona oraz Jaya Gordoba z Orgy.

Nie jestem znawcą muzyki (nie umiem też o niej pisać - coś mi się może podobać lub nie), ale wydaje mi się, że twórcy postawili na najmodniejszy w tamtym sezonie gatunek z pogranicza rockowego brzmienia (rok 2002). Współpraca z Davisem była strzałem w dziesiątkę, do utworów z płyty wracam do tej pory, i przez taki pryzmat z sentymentem spoglądam na Królową potępionych. Do moich ulubionych kawałków należą wspomniane już Forsaken i Slept So Long oraz Excess (Tricky) oraz Change [In The House Of Flies] (Deftones).

Lubię też instrumentalną ścieżkę dźwiękową z Wywiadu z wampirem, co było oczywistym wyborem biorąc pod uwagę, że historia rozpoczyna się w końcówce XVIII wieku. Za soundtrack jest odpowiedzialny Elliot Goldenthal, za który otrzymał nominację do Oscara - zakładam, że to oznaka uznania (w końcu nagrody Akademii budzą kontrowersje w swojej słuszności). Melodie są bardzo klimatyczne, wystarczy posłuchać obu części Born To Darkness lub Theatre Des Vampires. A cały film zwieńczono Sympathy for the Devil w wykonaniu Guns N' Roses.

Ostatnie marudzenie

Bo nie byłabym sobą, gdybym na koniec nie powiedziała jeszcze kilku soczystych słów. Nijakość drugiej produkcji kazała mi połowę filmu przewijać, bo zwyczajnie nie miałam na czym zawiesić oka. Żałuję tylu pominiętych wątków: tak bardzo spłycono samego Lestata, zabrakło mi też Luisa pojawiającego się gdzieś pod koniec. Nie mogłam patrzeć na idealnie okrągłą twarz Jesse i jej wypranej z uczuć mimiki (czyżby Bella brała z niej przykład? a samego Edzia uważała za rockowego Lestata?). Mam wrażenie, że filmy o wampirach stają się tak bardzo złe, szczególnie kontynuacje (jak ktoś oglądał Dracule 2000 to wie o czym mówię). Całe szczęście pozostaje mi zawsze Wywiad z Wampirem oraz Gary Oldman jako Hrabia Dracula. I oby nikt mi tych obrazów nigdy nie zniszczył.

I na koniec bonus


Do przeczytania w kolejnej podróży sentymentalnej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz