Równość płci na papierze

Równouprawnienie płci w literaturze? Coś takiego nie istnieje.



Pod koniec 2013 roku na łamach portalu huffingtonpost.com pojawił się tekst, który zapewne spotkałby się z wielką krytyką naszych pogromców Gendera: "What Does it Mean that Most Children's Books Are Still About White Boys?"  Jego autorka, Soraya Chemaly, stawia tezę, że biali chłopcy są nadreprezentowani w literaturze dziecięcej, kosztem dziewczynek i dzieci o innym kolorze skóry. A także, że powieści, w której postacie żeńskie grają pierwsze skrzypce są często marginalizowane przez przyczepioną etykietę "literatury dla dziewczynek", co powoduje ich odrzucenie przez chłopców (no bo jak mogliby czytać "dziewczyńskie książki"?). Artykuł otwiera anegdota, której bohaterką jest córka Sorayi:
"One day when my daughter was in third grade, she had to explain to a classmate what sexism was. Four kids -- two boys and two girls -- had been put in a reading group together, given a basket full of books and asked to talk about them and decide together which one they wanted to read and discuss.
As they went through their choices, the boy picked up a book whose cover showed an illustration of a woman in a hoop skirt. He quickly tossed it aside. My daughter suggested that it might be good, and asked if he'd already read it, because she would like to. He said no, it was a girl book and he wouldn't read it. Her response was pretty cut and dry: "That's a sexist thing to say," she explained. He was a friend of hers and an intelligent kid. He paused long enough for her to realize he wasn't sure what she meant.
"Do you know how many books with boys in them I read?" she said. "You should read girl books, too. Not reading them just because they're about girls is sexist."
Po tym wstępie autorka prezentuje sporo statystyk, dotyczących postaci płci żeńskiej w różnych (nie tylko papierowych) mediach i stawia tezę, że te z nich, które występują w historiach "dla każdego" są zazwyczaj marginalizowane i jednowymiarowe. Oczywiście tekst zawiera jeszcze sporo innych spostrzeżeń - nie każdy musi się z nimi zgadzać, ale dają dobry punkt wyjścia do ciekawej dyskusji.

Choć ktoś mógłby rzec: większym problemem jest fakt, że coraz mniej dzieciaków czyta w ogóle. Albo, że skoro wydawcy częściej wydają książki, których bohaterem są chłopcy, to widocznie takie powieści się lepiej sprzedają. Lub jeszcze inaczej: to jakiej płci jest protagonista zależy tylko od autora, jeśli komuś brakuje jakiejś postaci, nic nie stoi na przeszkodzie (no, może brak talentu), aby napisać opowieść wprowadzającą ją do popkultury (w czasach internetu i coraz bardziej powszechnego self-publishingu jest to o wiele łatwiejsze niż kiedyś). Zresztą w trakcie lektury nikt specjalnie nie liczy ile postaci męskich, czy żeńskich przewinęło się  w fabule, ważniejszy jest talent autora do snucia ciekawych, wciągających historii. I to przede wszystkim tego kunsztu, a nie równości powinniśmy poszukiwać na kartach powieści.

No cóż, literatura nie do końca oddaje rzeczywistość. Gdyby ktoś się pokusił o takie statystyki, to prawdopodobnie udałoby się wykazać, że w literaturze dziecięcej sieroty (które realnie stanowią jednak mniejszość dziecięcej populacji) są zdecydowanie nadreprezentowane w grupie głównych bohaterów, kosztem dzieci posiadających jednego rodzica, czy pełną rodzinę. Miliony dzieci na całym świecie kochają Anię z Zielonego Wzgórza czy Harry'ego Pottera, bohaterów z którymi de facto nie dzielą sytuacji życiowej. Z drugiej jednak strony: ich historie korespondują z dziecięcym strachem dotyczącym utraty bliskich i perspektywy życia na własną rękę w nie zawsze życzliwym świecie. A to pozwala się z nimi identyfikować.

Kluczem do zatracenia się w opowieści, jest umiejętność identyfikacji z bohaterami, wynikająca po części z empatii czytelnika, ale w dużej mierze zależna od tego, jak sam autor daną postać wykreuje. Myślę, że problem deficytu postaci kobiecych, z którymi mogłaby się utożsamiać żeńska część publiczności (z tego co pamiętam, ostatnie badania czytelnictwa wykazują, że to jednocześnie większa część odbiorców literatury w ogóle), to nie tylko problem literatury dla dzieci, ale także popularnej. Choćby w fantastyce, na której się praktycznie wychowałam. Gdybym miała wymienić polskich autorów, którzy faktycznie potrafią stworzyć wielowymiarowe, wiarygodne i ciekawe bohaterki, na myśl przyszedłby mi chyba tylko Sapkowski. Nawet Kossakowska, de facto kobieta, postacie kobiece zdaje się traktować raczej jako ozdobniki, niż realne graczki w opisywanej fabule. Jednakże to, co właśnie napisałam należy brać w duży nawias, bo od dłuższego czasu nie jestem na bieżąco z tym nurtem literatury, więc sporo mogło się w tym zakresie pozmieniać.

Brak wyrazistych, pełnowymiarowych postaci kobiecych jest uznawane przeze mnie za wadę, jednocześnie jednak nie przeszkodziło mi to wpisać np. "Paragrafu 22" do kanonu ulubionych książek. Inna sprawa, że dwie pozostałe pozycję w moim TOP 3, czyli "Mistrz i Małgorzata" oraz "Atlas Zbuntowany" znalazły się w nim w dużej mierzę (choć nie tylko) dzięki obecności silnych bohaterek: Małgorzaty i Dagny Taggart.

Myślę, że równouprawnienie płci w literaturze, to coś co może zostać wprowadzone jedynie oddolnie, w wyniku spełnienia oczekiwań dużej grupy odbiorców. Jeśli brakuje nam postaci kobiecych, kupujmy książki, które stawiają je w centrum. Wytykajmy ten niedobór w recenzjach, czy komentarzach, czyli inaczej mówiąc komunikujmy zapotrzebowanie na silne bohaterki. To samo jeśli chodzi o postacie o innym kolorze skóry. Prawda jest taka, że książka, z całym swoim kulturalnym bagażem, to PRODUKT. A jako taki musi się sprzedać, więc dostajemy przede wszystkim to, co wydawcy widzą jako źródło swojego zysku. Jeśli chcemy kupować coś innego, trzeba im to uświadomić ;). Na pewno nie chciałabym zobaczyć zmian wprowadzanych "odgórnie", czy typowej dla seriali politycznej poprawności, zobowiązującej do obsadzania ról głównych bohaterów według zasady: co najmniej jedna kobieta i jedna postać o innym kolorze skóry.

Czy artykuł Chemaly ma w takim razie sens? No cóż, uczulając rodziców na ten wątek, mogła wpłynąć na zwiększenie popytu na literaturę stawiającą w roli głównego bohatera dziewczynkę lub dziecko o innym kolorze skóry. Prawdopodobnie jednak jeden tekst nie robi tu zbyt wielkiej różnicy.

Chciałabym się jeszcze odnieść do jednej kwestii: faktycznie chłopcy rzadko kiedy czytają literaturę potocznie wrzucaną do worka "dla dziewczyn". Jako kochająca ciocia dbająca o czytelnicze nawyki mojego siostrzeńca, grzeszyłam wybierając głównie powieści reklamowane jako powieści dla chłopców (choć z moich starych recenzenckich czasów miałam trochę literatury bardziej dziewczyńskiej, którą też dostał). W poprzednim roku, wybierając prezent gwiazdkowy zdecydowałam się na mały eksperyment: powieść Doroty Terakowskiej "Córka Czarownic". Osobiście uważam ją przede wszystkim za dobry kawałek fantastyki, ale tytułowa bohaterka i sam wątek czarownic, raczej typowy dla literatury dla dziewcząt, lub fantastyki kobiecej, może zniechęcić męską publikę. Zobaczymy z jakim przyjęciem ze strony mojego (nastoletniego już) siostrzeńca spotka się ta pozycja.

Generalnie powyższy wpis to zaproszenie do dyskusji. Jestem ciekawa jak wy widzicie (i czy w ogóle widzicie) problem, przedstawiony przez Chemaly.

2 komentarze:

  1. Czasy, gdy był wyraźny podział na literaturę chłopięcą i dziewczęcą już się chyba skończyły tzn. podział istnieje, ale już tylko u wydawców i autorów a wśród czytelników coraz rzadziej. U mnie w bibliotece, chłopcy bez żadnych uprzedzeń sięgają po książki teoretycznie przeznaczone dla koleżanek. Zresztą w dziale dla dorosłych jest podobnie, np. romanse cieszą się dużą popularnością wśród panów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, miło to słyszeć ;). Choć po namyśle: nic dziwnego. Czytelnicy są generalnie bardziej otwarci na inne punkty widzenia, chętniej odrzucają tradycyjne łatki i szukają nowych, dobrych historii, bo jeśli przeczytali wystarczająco dużo, to wiedzą, że takowe są na wagę złota. I tylko to, że coś jest oznaczone jakąś (niekoniecznie cieszącą się uznaniem krytyków) etykietą, nie znaczy, że nie jest warte uwagi. Amen.

      A podziały w literaturze robią cię coraz, hmmm, większe. Już nie ma literatury dziecięcej i młodzieżowej oraz dla dorosłych, trzeba było wymyślić dodatkowe podkategorie takie jak Young Adult, New Adult etc. Fantasy to już nie po prostu fantasy, bo mamy w jego ramach m.in. low fantasy (quasi-historyczna), dark fantasy,
      high fantasy, urban fantasy, space fantasy, heroic fantasy i inne cuda. Chyba chodzi w tym wszystkim o lepsze "targetowanie" odbiorców, W jakimś tam stopniu uznaje dzielenie literatury na gatunki, ale to już dla mnie przesada.

      Usuń